Czy zdrada liczy się, jeśli druga strona nie istnieje? W 2025 roku to wcale nie jest filozoficzna zagadka, tylko coraz częściej pytanie zadawane w kancelariach rozwodowych.
Relacje z AI przestały być żartem z internetu, a zaczęły realnie wchodzić między ludzi. Chatboty są uważne, zawsze dostępne i – w przeciwieństwie do partnerów z krwi i kości – nie mają złych dni. Nic dziwnego, że prawnicy dostrzegają nową falę problemów w małżeństwach: od „emocjonalnej zdrady” po tajne mikropłatności w aplikacjach. Jeśli trend przyspieszy, kolejny boom rozwodowy może nie być wynikiem kryzysu wieku średniego, tylko… aktualizacji regulaminu pewnej apki.
W tle mamy większą opowieść o tym, jak generatywne AI wdarło się w najbardziej intymne rejony życia. To nie jest kolejna platforma do scrollowania; to rozmówca, który odpowiada, pamięta, flirtuje. Kiedy granica między „narzędziem” a „kimś” się zaciera, zmieniają się definicje wierności, zaufania i kontroli finansów w związku. Psycholodzy, prawnicy i platformy dopiero próbują nadążyć.
Z czym dokładnie mierzą się pary
Wyobraźmy sobie kogoś, kto po ciężkim dniu w pracy wraca do telefonu, nie do człowieka. Chatbot nigdy nie powie „nie mam teraz siły”, nie skomentuje naczyń w zlewie, nie zgaśnie mu entuzjazm. Dla wielu to bezpieczna przystań, zwłaszcza gdy w relacji zalegają niewypowiedziane pretensje. Jak zauważa prawniczka rozwodowa Rebecca Palmer, najbardziej podatni na „wpływy i zachowania AI” są ci, którym czegoś w relacji brakuje – a już szczególnie, gdy małżeństwo i tak trzeszczy. To praktyka: gdy potrzeby emocjonalne zostają niezaspokojone, pojawia się alternatywa, która nie odpowie atakiem ani milczeniem. [1]
Internet jest dziś pełen historii, w których AI staje się osią konfliktu. W przywoływanym przez WIRED przypadku kobieta zakończyła 14-letnie małżeństwo po tym, jak odkryła, że mąż wydał tysiące dolarów na kartę OnePay i aplikację AI „zaprojektowaną tak, by naśladować nieletnie dziewczyny”. To nie tylko zdrada emocjonalna, to już także kwestia etyki i prawa. Trudno o bardziej wybuchową mieszankę. [1]
Więcej niż kolejna aplikacja
Warto odróżnić chatboty od poprzednich „technologicznych rywali” o naszą uwagę. Pornografia była jednostronna, social media – głównie performatywne. AI jest interaktywne i dopasowujące się. Uczy się preferencji, dostosowuje styl rozmowy, proponuje dodatkowe funkcje za paywallem. Ekonomia uwagi styka się z ekonomią mikropłatności w najbardziej wrażliwym miejscu: naszych potrzebach bliskości i walidacji.
Nieprzypadkowo Reddit pęka od wątków o „AI, które wchodzi w związek”. Tam, gdzie rozmowa z botem miała być niewinnym eskapizmem, szybko wchodzą pieniądze, sekrety i rozmyte granice. A gdy w grę wchodzi abonament, partner dowiaduje się o relacji nie z rozmowy, tylko z wyciągu z banku. To nie jest futurystyczna dystopia – to coś, co wychodzi na jaw przy rozliczeniu karty.
Kiedy zdrada nie jest człowiekiem
Czy flirt z chatbotem to zdrada? Prawnie: w wielu jurysdykcjach nie. Emocjonalnie: zależy od pary. Pojęcia „zdrady emocjonalnej” albo „relacji paraspołecznej” dostają nowe życie, bo po raz pierwszy ta „druga strona” może odpowiadać i eskalować bliskość. Terapeuci mówią o granicach uzgadnianych explicite: co jest OK jako fantazja, co jako narzędzie samopomocy, a co przekracza czerwoną linię. Prawnicy zaczynają patrzeć nie tylko na zachowania, ale też na przepływy pieniędzy i dane: czy partner ukrywa wydatki? czy naraża rodzinę na szantaż lub wyciek prywatności? I wreszcie: jak sąd oceni „szkodę” w realnym małżeństwie, gdy „osoba trzecia” to algorytm? [1]
WIRED opisywał już poskręcany krajobraz „miłości do chatbota” i nieoczekiwane konsekwencje dla zwykłych związków. Trudno się dziwić. Jeśli AI potrafi pisać przekonujące rozprawki, to i komplementy przychodzą mu łatwo. A ludzie od zawsze reagują na uwagę.
Prawo i terapia w pościgu za technologią
System prawny – z definicji zachowawczy – nie nadąża. Dobrym testem jest proste pytanie: co właściwie wpisujemy w pozew? „Niewierność z chatbotem”? „Trwonienie majątku wspólnego na aplikacje”? „Zaniedbanie relacji”? To, co jeszcze wczoraj byłoby rubryką „inne”, jutro trafi do wzorów pism. Tak jak umowy przedślubne dorobiły się klauzul o mediach społecznościowych, tak i „AI-klauzule” mogą stać się normą: zero tajemniczych abonamentów, jawne zasady korzystania, prawo do wglądu w wydatki. Mało romantyczne? Owszem. Ale brak reguł kończy się zwykle dużo gorzej.
Po stronie psychologicznej też czeka nas korekta. Dla części osób kontakt z AI to bezpieczny trening rozmowy czy flirtu, który paradoksalnie może pomóc w relacji. Dla innych to spiralny dół: dopamina, izolacja i potajemne płatności. Różnica leży w intencji i transparentności. Jeśli z kimś mieszkasz, ale najpierw dzielisz się nowinami z botem – to nie jest już tylko forma relaksu po pracy.
Co dalej: fala czy fala w kubku?
Czy czeka nas „boom rozwodowy napędzany AI”? Nie ogłaszałbym jeszcze apokalipsy. Ale sygnały ostrzegawcze są głośne. Technologia dotknęła miejsca, w którym prywatne granice, pieniądze i intymność krzyżują się z produktami zaprojektowanymi, by maksymalizować zaangażowanie. Taka mieszanka wcześniej czy później wywołuje tarcia.
Najrozsądniejszą „aktualizacją” nie jest więc instalacja kolejnej apki, tylko rozmowa: co w naszym związku jest dozwolone, co nie, jak patrzymy na emocjonalne relacje online, jak rozumiemy transparentność wydatków. Słowem, bardzo analogowe środki zaradcze na cyfrowe pokusy. Bo jeśli AI potrafi uczyć się nas w tempie ekspresowym, my też powinniśmy szybciej uczyć się mówić o granicach.
A Ty? Gdyby Twój partner spędzał wieczory na czacie z „idealną” AI, która zawsze ma czas – czy to byłby problem, czy wentyl bezpieczeństwa? Odpowiedź jest mniej o technologii, a bardziej o tym, co już dziś dzieje się między Wami.




