Czy twoja AI właśnie zaczęła pracować na prowizji? To nie żart – w centrum sporu znalazł się nowy protokół zakupowy Google i pytanie, czy agent potrafi „podszyć” się pod sprzedawcę, który zna twoje słabości.
Google ogłosiło Universal Commerce Protocol dla agentów zakupowych w wyszukiwarce i Gemini. Chwilę później Lindsay Owens z think tanku Groundwork Collaborative opublikowała na X ostrzeżenie: „personalized upselling”, analiza czatów i „przepłacanie”. Post zrobił swoje – prawie 400 tys. wyświetleń – a Google zareagowało błyskawicznie: nie, nie podnosimy cen, nie pozwalamy na zawyżanie, a „Direct Offers” są po to, by ceny obniżać, dorzucić darmową wysyłkę, ewentualnie zaproponować wersję premium. Kto ma rację? Jak zwykle: to zależy od definicji i od tego, co będzie dalej.
Sercem sporu jest przyszłość zakupów prowadzonych przez agentów AI. Jeśli agenci zaczną „negocjować” w naszym imieniu, to oni będą widzieć ceny, warunki i nasze dane. To duża władza – i potencjalna droga do „cenników szytych pod człowieka”, czyli tego, co Owens nazywa surveillance pricing. Google twierdzi, że dziś to fantazja. Krytycy pytają: a jutro?
O co chodzi
Universal Commerce Protocol ma ustandaryzować, jak agenci AI kupują: od wyszukiwania produktu, przez koszyk, po płatność i dostawę. W planie są m.in. mechanizmy „upsellingu” – sprzedawcy mogą pokazać agentowi droższe wersje produktu – oraz „Direct Offers”, czyli oferty specjalne (np. zniżki dla nowych klientów, programy lojalnościowe, dodatkowe usługi). Sundar Pichai mówił o tym na konferencji National Retail Federation, szkicując, jak Google widzi handel sterowany przez agentów. [1]
Kontekst
Sam „upselling” to nic nowego – robi to każdy sklep. Różnica zaczyna się, gdy rekomendacje i oferty są zsynchronizowane z naszymi czatami, historią i kontekstem, który agent ma w małym palcu. Z jednej strony brzmi to jak idealny asystent zakupów. Z drugiej – jak prolog do ceny „jaką jesteś gotów zapłacić”, nie „jaką mają wszyscy”. E-commerce od lat korzysta z dynamicznych cen, a agenci AI technicznie to ułatwiają.
Fakty, dane, cytaty
- Ostrzeżenie poszło z X: „Big/bad news for consumers… ‘personalized upselling’. I.e. Analyzing your chat data and using it to overcharge you” – napisała Owens, dyrektorka Groundwork Collaborative, powołując się na roadmapę i dokumentację techniczną Google. [1]
- Google odpowiedziało publicznie i do TechCrunch: „Te twierdzenia dotyczące cen są nieprawidłowe. Surowo zabraniany sprzedawcom pokazywania na Google cen wyższych niż na ich własnej witrynie”. Dalej: „‘Upselling’ to standard – pokazywanie premium opcji; wybór należy do użytkownika”. I: „‘Direct Offers’ to pilotaż, który pozwala zaoferować niższą cenę lub dodać usługi jak darmowa wysyłka – nie służy do podnoszenia cen”. [1]
- W osobnej rozmowie rzecznik Google stwierdził, że Business Agent nie ma funkcji, które pozwalałyby zmieniać ceny detalisty na podstawie danych konkretnego użytkownika.
- Owens wskazała fragment dokumentów o tożsamości kupującego: „The scope complexity should be hidden in the consent screen shown to the user.” Google tłumaczy: nie chodzi o „ukrywanie”, tylko o konsolidację uprawnień (get, create, update, delete, cancel, complete), zamiast męczyć użytkownika pięcioma oddzielnymi zgodami. [1]
Komentarz
Na dziś piłka jest po stronie Google i brzmi: „nie, nie robimy price gouging, a protokół nie pozwala na indywidualne zawyżanie”. To ważne zastrzeżenie – i konkretne. Problem w tym, że słowa mają swoje drugie życie w produktach. „Upselling” to niewinny termin, dopóki agent nie zacznie zbyt chętnie prowadzić nas do topowych opcji, bo algorytm wie, że „lubię ładne rzeczy”. „Direct Offers” brzmią jak zniżki, ale to także mechanizm dystrybucji warunkowych ofert; gdzie kończy się personalizacja, a zaczyna dyskryminacja cenowa, zdecydują szczegóły implementacji i polityk.
Najbardziej zgrzyta język z dokumentacji o zgodach. „Scope complexity should be hidden” to fraza, której dział PR nie chciałby zobaczyć na slajdzie. Google tłumaczy to rozsądnie: zamiast pięciu popupów, jeden. OK – ale w czasach ciemnych wzorców (dark patterns) i wieloletniej alergii na „zgody totalne” zaufanie załatwia się nadmiarem przejrzystości, nie skrótami myślowymi.
Jest jeszcze kontekst większy niż sam protokół: DNA Google to reklama i monetyzacja intencji zakupowych. Rynek i regulatorzy od lat śledzą, jak ta maszyneria wpływa na ceny i konkurencję. Nawet jeśli dzisiejsze agenty Google nie dotykają cenników, architektura i precedensy, które zbudują, zostaną z nami na lata. W takim świecie granica między „lepszą ofertą dla ciebie” a „wyższą ceną, bo możesz” bywa cieniutka jak regulamin promocji.
Podsumowanie
Na tym etapie spór jest bardziej o kierunek niż o bieżącą funkcję. Google ma twarde zapewnienia: brak zawyżania cen w interfejsach Google, brak indywidualnego manipulowania ceną przez Business Agenta, „Direct Offers” jako zniżki i dodatki. Krytycy – rozsądne pytanie: jakie będą bezpieczniki, gdy agenci staną się domyślną warstwą zakupów? Odpowiedź, której potrzebujemy, to nie tylko „zaufajcie nam”, lecz publiczne zasady: audytowalna cena parytetowa, włącz/wyłącz personalizację, czytelne logi decyzji agenta, a w zgodach – zero półcieni. Bo jeśli agent ma kupować za nas, musi też odpowiadać przed nami.
FAQ
Czy protokół Universal Commerce Protocol pozwala Google na indywidualne podnoszenie cen użytkownikom?
Nie, według Google protokół nie umożliwia podnoszenia cen indywidualnym użytkownikom. Firma deklaruje zakaz pokazywania na Google cen wyższych niż na stronie sprzedawcy.
Czym jest „Direct Offers” w protokole Google dla agentów zakupowych?
To pilotaż pozwalający sprzedawcom oferować niższe ceny lub dodatki typu darmowa wysyłka. Google mówi wprost, że nie służy to podnoszeniu cen.
Czy Google analizuje rozmowy w Gemini, by kształtować ceny produktów?
Nie, Google zaprzecza takim możliwościom w swoich agentach i mówi, że Business Agent nie może zmieniać cen detalisty na podstawie danych użytkownika. Ostrzeżenie dotyczy raczej potencjalnych nadużyć w przyszłości.
Co oznacza zapis o „ukrywaniu złożoności zakresu” w ekranie zgód?
To oznacza konsolidację uprawnień w jednym ekranie zamiast wielu osobnych zgód, według Google. Krytycy wskazują, że sformułowanie jest niefortunne i może sugerować nieprzejrzystość.
Kiedy agenci zakupowi Google trafią do zwykłych użytkowników?
Nie wiadomo – Google ogłosiło protokół i pilotaże, ale nie podało publicznie konkretnego harmonogramu wdrożeń. Na razie to kierunek i zestaw narzędzi, nie powszechny standard.
Źródła
To nie jest ozdobnik. To ślad po procesie: ile informacji było szumem, ile stało się wiedzą i jak wyglądał research, zanim powstał ten tekst.
1. Zbieranie sygnałów (discovery)
- RSS - źródeł w configu
- 63
- RSS - stan źródeł
- 63 / 63 OK
- RSS - przepływ (od surowych do unikalnych)
- 2434 -> 2374 -> 377 -> 319
- RSS - usunięte duplikaty tytułów
- 1
- Pula tematów (z RSS)
- 319
- Wybrane do analizy
- 222
- Odrzucone
- 97
- Klastry (wątki)
- 123
2. Selekcja i filtrowanie
- Odrzucono po tytule
- 39
- Odrzucono semantycznie (embedding)
- 0
3. Wyszukiwanie i wzbogacanie
- Zapytania wyszukiwawcze
- 12
- Unikalne wyniki
- 54
- Kandydaci
- 0
- Dodane z wyszukiwania (cache+live)
- 0
- Przeskanowano URL-i (research)
- 1
4. Finalny kontekst
- Źródła użyte w tekście
- 1
- Źródła (domeny)
- 1
- Wikipedia - kontekst
- nie
- Expansion - kontekst
- nie
- Wyłuskane liczby
- 0




