Sztuczna inteligencja

House of David na Prime Video – AI zmienia zasady produkcji seriali

350+ ujęć wygenerowanych przez AI w biblijnej superprodukcji Amazona? Tak. I showrunner ani trochę nie zamierza za to przepraszać.

Drugi sezon House of David na Prime Video powstał z pomocą generatywnych narzędzi na niespotykaną dotąd w telewizji skalę: od ok. 70 ujęć z AI w sezonie pierwszym skok do 350-400 w drugim. Twórca serii, Jon Erwin, mówi wprost: bez AI nie byłoby ani takiej skali, ani takich scen. Albo inaczej – byłoby, ale w cenie, której budżet serialu nie zniósłby bez bólu.

Warto zatrzymać się przy tym, bo to nie jest niszowy eksperyment w krótkim metrażu. Amazonowskie widowisko historyczne o królu Dawidzie staje się przykładem nowej normy produkcyjnej: generatywne AI nie jako gadżet, tylko jako narzędzie, które realnie obniża koszty i podnosi poprzeczkę wizualną. To dokładnie ten moment, gdy "AI w kinie i telewizji" przestaje być debatą teoretyków, a staje się praktyką na planie.

Futurystyczna scena produkcji filmowej z technologią AI w ciemnej kolorystyce.
Grafika koncepcyjna (AI)

Bitwa po Goliacie, czyli gdzie kończy się piasek, a zaczyna algorytm

Otwierająca sezon sekwencja, tuż po ikonicznym trafieniu Goliata kamieniem, przypomina epicką scenę rodem z Dune albo Gry o tron: kurz, zbroje, konie, tłum. Tyle że – jak mówi Erwin – "całe ujęcie zrobiono wirtualnie, tymi narzędziami". "Koszt podrasowania tych ujęć jest znikomy w porównaniu z czasem i pieniędzmi, jakie pochłonęłyby tradycyjne efekty" – tłumaczył w rozmowie z WIRED. Zamiast setek statystów, kilo pirotechniki i miesięcy w postprodukcji – generatywka wszyta w pipeline VFX.

Scena bitwy z epickimi postaciami i tłumem w stylu 2.5D.
Grafika koncepcyjna (AI)

Skala? W sezonie pierwszym zamknęli się w 72 ujęciach, traktując AI jako rozpoznanie bojem. W sezonie drugim poszli szerzej: między 350 a 400 ujęć, według producentów. Widać to szczególnie w odcinku szóstym, gdzie pojawia się mityczne "origin story" Goliata. To półtorej minuty, które – jak opowiada Erwin w Variety – "napędza generatywna AI, połączona z tradycyjnymi narzędziami". Najpierw była skromna scena w scenariuszu, potem "mamy zgodę, mamy zespół, to spróbujmy odważniej" – i skala wystrzeliła.

Jak to działa w praktyce

Nie chodzi tylko o "wygeneruj mi ładny obrazek". Zespół Erwina korzystał z algorytmów warstwowo: do tworzenia wirtualnych rozszerzeń planu, zagęszczania tłumów, stylizowanych przebitek, a czasem całych ujęć, które wcześniej wymagałyby kosztownej logistyki i renderingu. Twórcy przesłali WIRED kilkanaście kadrów z "w dużej mierze AI-generowanych scen", które w serialu robią za tło, sztafaż i wizualne dopalenie kluczowych momentów. Nie podano jednak, jakich modeli użyto ani ich parametrów (liczba miliardów parametrów, kontekst tokenów), benchmarków, licencji czy wymagań sprzętowych – tego typu szczegóły pozostają nieujawnione.

Co ważne, Erwin nie sprzedaje tego jako cudownej różdżki. "Te narzędzia działają, kiedy łączy się je z tradycyjnymi" – podkreśla. AI jest koniem pociągowym sekwencji, ale jarzmo niosą też klasyczne VFX i rzemiosło montażowe. To raczej inteligentny outsourcing do algorytmów tego, co czasochłonne i drogie, niż zamiana całej załogi na prompt inżyniera.

Dlaczego to ma znaczenie

Bo opowieść o Dawidzie to też opowieść o budżetach. House of David to serial, który ma wyglądać jak superprodukcja, ale nie jest finansowany jak superprodukcja. Amazon chce zjeść ciastko (rozmach), mieć ciastko (kontrola kosztów) i najlepiej jeszcze sprzedać to ciastko publiczności familijno-wyznaniowej. AI idealnie wpisuje się w ten paradoks: niweluje przepaść między ambicją a tabelką w Excelu. Jedna metafora na dziś: to jak dosypywanie drożdży do ciasta – szybciej rośnie, ale trzeba wiedzieć, kiedy przestać, bo inaczej wyjdzie zakalec.

To też fragment większego trendu. Po strajkach w Hollywood temat AI w produkcji jest nerwowy, ale nieuchronny. Studia i showrunnerzy szukają punktu równowagi: jak używać algorytmów, nie wypychając ludzi z branży i nie psując zaufania widzów. W VFX od lat działają maszynowe narzędzia do rotoskopii czy odszumiania; generatywka dokłada teraz nową warstwę: szybkie projektowanie światów, motywów wizualnych, "zastępniki" tłumów. House of David pokazuje, że telewizja już nie testuje – ona wdraża.

Cytaty i liczby, czyli mięso

  • "Całe ujęcie zrobiono wirtualnie, tymi narzędziami" – mówi Erwin o bitwie po Goliacie (WIRED).
  • "Koszt podrasowania tych ujęć jest znikomy… w porównaniu z tradycyjnymi metodami VFX" (WIRED).
  • Sezon 1: 72 ujęcia z użyciem AI (Variety). Sezon 2: 350-400 ujęć (WIRED; ponad cztery razy więcej).
  • "Te narzędzia działają, kiedy łączy się je z tradycyjnymi" – Erwin o workflow (Variety).
  • Zespół miał formalną zgodę na użycie technologii i dedykowany team, zanim zaczął "iść na całość" (Variety).

Ryzyka i ironie

Czy AI odbiera pracę? Niekoniecznie wprost. Często przesuwa akcenty: zamiast 100 statystów – 20 i kilka sprytnych warstw; zamiast tygodni pracy nad mattem – godziny eksperymentów z modelem. Pytanie brzmi, kto dostaje zasługę i wynagrodzenie, gdy coraz większy kawałek obrazu "powstaje" w narzędziu, a nie w klasycznym pipeline. Erwin gra w otwarte karty ("użyliśmy tego, bo inaczej byśmy tego nie zrobili") i to jest uczciwe. Ale branża już nauczyła się, że "taniej i szybciej" bywa kryptonimem dla "ciszej o tym, kogo zwolniono".

Z perspektywy widza liczy się jednak coś brutalnie prostego: czy to wygląda dobrze i czy historia niesie. Jeśli kurz bitewny i mit o Goliacie robią wrażenie, mało kto będzie pauzował odcinek, żeby sprawdzić, ile w tym ujęciu było GPU. Normalizacja AI-shotów w takim serialu może jednak podnieść poprzeczkę "akceptowalnego" tempa i ceny efektów. A gdy poprzeczka wędruje w górę, najczęściej to rzemieślnicy muszą skakać wyżej.

Na koniec

House of David staje się ciekawym case study: serial, który nie ma budżetu Gry o tron, a chce wyglądać, jakby go miał – i w dużej mierze udaje mu się to dzięki generatywnemu AI. Twórca nie ma poczucia winy, bo w jego logice AI to narzędzie, które pozwala opowiadać historie, na które inaczej nie byłoby go stać. Czy widzowie to kupią? A może lepsze pytanie brzmi: jeśli opowieść działa, to czy kogoś obchodzi, czy ten kurz na ekranie jest z pustyni, czy z chmury?

Źródła

🧠 Czy ten artykuł dał Ci nową perspektywę?
Jedno kliknięcie. Zero kont. PressMind uczy się razem z Tobą.
Ładowanie oceny…

Dodaj komentarz